VeloTydzień Ekonomiczny 20 lipca 2026 r.
NAJWAŻNIEJSZE W TYM TYGODNIU
ZAGRANICA:
Najważniejszym czynnikiem dla rynków pozostanie rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie. Eskalacja konfliktu między USA i Iranem oraz niemal całkowity paraliż transportu przez cieśninę Ormuz wywindowały ceny ropy powyżej 90 USD za baryłkę i ponownie zwiększyły obawy o inflację oraz perspektywy globalnego wzrostu. W centrum uwagi znajdzie się czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Mimo że czerwcowa inflacja HICP w strefie euro spowolniła do 2,8 proc. r/r z 3,2 proc. miesiąc wcześniej, a inflacja bazowa do 2,4 proc., inwestorzy będą uważnie śledzić ocenę wpływu drożejących surowców na politykę pieniężną, choć podwyżka była wyceniana, ale na jesień. Uzupełnieniem tygodnia będą wstępne odczyty PMI dla głównych gospodarek, dane fiskalne UE za I kw. 2026 oraz decyzja banku centralnego Węgier, gdzie oczekiwana jest obniżka stóp o 25 pb.
POLSKA:
Krajowy kalendarz makroekonomiczny będzie wyjątkowo bogaty i dostarczy nowych informacji o kondycji gospodarki w II kw. 2026. Oczekujemy, że produkcja przemysłowa, budowlano-montażowa oraz sprzedaż detaliczna za czerwiec pokażą lepsze wyniki niż miesiąc wcześniej, wspierając szacunek wzrostu PKB na poziomie co najmniej 3,5 proc. r/r. Dane z rynku pracy powinny potwierdzić wzrost wynagrodzeń nieco poniżej 6 proc. r/r przy stabilnym zatrudnieniu, natomiast inflacja PPI prawdopodobnie obniży się dzięki wcześniejszemu spadkowi cen paliw. Publikacje nie powinny jednak istotnie zmienić oczekiwań wobec RPP, która wciąż pozostaje gołębia w wydźwięku. Jednocześnie inwestorzy będą śledzić czwartkową aukcję obligacji skarbowych, która będzie ważnym testem popytu na krajowy dług w warunkach podwyższonej awersji do ryzyka. Aukcja z zeszłego tygodnia wymagała od rządu większej premii.
CIEŚNINA HORMUZ: DRUGA FALA KRYZYSU
Rozejm między USA a Iranem, który miał otworzyć Cieśninę Hormuz dla normalnego ruchu tankowców, faktycznie przestał obowiązywać w połowie lipca 2026 r. Ponowna blokada morska ogłoszona przez administrację Trumpa, żądanie opłaty za eskortę tankowców (szybko wycofane) i wymiana uderzeń wojskowych oznaczają powrót niemal do punktu wyjścia sprzed niespełna pół roku. Waszyngton potraktował konflikt jako spór o ustępstwa, podczas gdy Teheran widzi w nim egzystencjalną walkę o trwałą kontrolę nad najważniejszym korytarzem transportowym ropy i gazu na świecie. Ten polityczno-wojskowy impas ma jednak konkretny, policzalny wymiar ekonomiczny: i to on rozstrzyga, jak dotkliwie kolejna faza kryzysu odbije się na Polsce i Europie Środkowej.
Memorandum z czerwca, na którym Waszyngton oparł nadzieję na trwały rozejm, odmrożenie irańskich środków w zamian za utrzymanie żeglugi przez Hormuz, nie rozstrzygnęło kluczowej kwestii: kto faktycznie zarządza cieśniną. Iran, zamiast wracać do stanu sprzed wojny, dąży do roli de facto gospodarza tego szlaku, co czyni amerykańskie próby kierowania tankowców na tzw. trasę omańską bezpośrednim wyzwaniem rzuconym jego ambicjom. Mimo strat poniesionych w ostatnich uderzeniach USA, zdolność Iranu do atakowania żeglugi handlowej nie została jeszcze trwale ograniczona, co oznacza, że obie strony mogą podtrzymywać ten stan napięcia miesiącami, bez wyraźnego rozstrzygnięcia.
Rynek ropy wycenia to ryzyko w sposób, który sam w sobie jest wskaźnikiem wiarygodności kolejnych rozejmów, a każdy kolejny cykl „rozejm-eskalacja" pozostawia ceny na wyższym poziomie bazowym niż poprzedni: od 120 dol./bbl w szczycie wojny w marcu, przez załamanie do ok. 70 dol. po kwietniowym porozumieniu, przez 79 dol. w połowie lipca, gdy ten rozejm faktycznie wygasł, po dzisiejsze (20 lipca) przebicie 90 dol. (WTI: ok. 84-85 dol.): najwyższy poziom od 11 czerwca. Bezpośrednim wyzwalaczem jest dziewiąta z rzędu noc amerykańskich uderzeń na Iran i doniesienia o irańskich atakach na infrastrukturę energetyczną w Kuwejcie: w ciągu tygodnia Brent zyskał ok. 16 proc. (najwięcej od kwietnia), licząc od lipcowego dołka jest to wzrost o ok. 14 proc., a od początku roku, o blisko 48 proc. Jest to o tyle istotne, że wcześniejsze prognozy mówiące o ropie powyżej 150 dol. w razie przedłużającego się zamknięcia cieśniny się nie sprawdziły, co część komentatorów odczytała błędnie jako sygnał, że najgorsze jest już za nami, podczas gdy struktura konfliktu, i kolejne coraz wyższe szczyty cenowe po każdej fazie eskalacji, wskazują raczej na to, że może być przed nami.
Wzrost cen ropy przekłada się bezpośrednio na krajowy rynek paliw, a skala tego przełożenia jest dziś większa, niż wynikałoby z samej dynamiki Brent. Hurtowe ceny Orlenu na 19 lipca wynoszą 5,82 zł/l netto dla benzyny Pb95, 6,57 zł/l dla Pb98 i 6,29 zł/l dla oleju napędowego — po doliczeniu VAT daje to odpowiednio ok. 7,16, 8,08 i 7,74 zł/l, a na dystrybutorach, z marżą stacji, ceny sięgają już 7,2-8,1 zł/l w zależności od paliwa i sieci. To efekt dwóch nakładających się szoków: wygaśnięcia z końcem czerwca rządowej tarczy „Ceny Paliwa Niżej” (powrót VAT z 8 do 23 proc. i pełnej stawki akcyzy podniósł ceny na stacjach o blisko 90 groszy na litrze) oraz gwałtownego odbicia ropy Brent po zerwaniu rozejmu w Hormuz, przy kursie dolara ok. 3,79 zł. W efekcie obecne ceny detaliczne zbliżają się nie do średniej z 2023 r. (ok. 5,50 zł/l dla benzyny w skali całego roku), lecz do ówczesnych historycznych rekordów — Pb95 jest już blisko czerwcowego szczytu z 2023 r. (7,95 zł/l), a diesel niemal dogonił październikowy rekord tamtego roku (8,08 zł/l). To powtórka najgorszych miesięcy wynikająych z szoku po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Ten sam mechanizm dotyka rynek gazu, a tu ekspozycja Europy Środkowej jest znacznie bardziej bezpośrednia niż w przypadku ropy. Zamknięcie Hormuzu ograniczyło eksport katarskiego LNG, a Polska importowała z Kataru ok. 25 proc. swojego LNG w 2025 r.: druga najbardziej narażona gospodarka UE po Włoszech (33 proc.). Nakłada się to na strukturalnie słabszy bufor bezpieczeństwa niż w poprzednich latach: zapasy gazu w UE wynoszą obecnie ok. 51-52 proc. pojemności (dane GIE AGSI+ na połowę lipca), wobec ok. 54 proc. rok wcześniej i ok. 14 pkt proc. poniżej pięcioletniej normy sezonowej dla tego terminu. Komisja Europejska złagodziła już obowiązkowy próg napełnienia na listopad z 90 do 80 proc. (dla części krajów nawet do 70 proc.), a mimo to osiągnięcie nawet tego niższego celu wymaga zwiększenia importu LNG o ok. 13 proc. względem 2025 r., przy tempie zatłaczania wciąż poniżej wymaganego poziomu, bo rosnące ceny same w sobie zniechęcają traderów do budowania zapasów.
Kosztowne obejścia Hormuzu, nowe rurociągi przecinające Zatokę Perską pokazują, że producenci regionu nie wierzą w trwałe rozwiązanie kryzysu. Istniejące alternatywy, jak saudyjski rurociąg East-West czy trasa Habshan-Fujairah w ZEA, są w stanie przejąć jedynie ułamek z ok. 20 mln baryłek dziennie normalnie przechodzących przez cieśninę. Do tego dochodzi rosnący koszt ubezpieczeń żeglugowych dla tankowców w Zatoce oraz aktywizacja Hutich w Jemenie, którzy przy wsparciu Iranu grożą zakłóceniem żeglugi przez Bab al-Mandab, gdzie przechodzi kolejne 4 mln baryłek dziennie. To bezpośrednio dotyka też polskich importerów towarów z Azji, dla których część tras kontenerowych już od 2024 r. częściowo omija Morze Czerwone, wydłużając łańcuchy dostaw i podnosząc stawki frachtowe niezależnie od cen samej ropy.
Dla polskiej gospodarki najważniejszy jest kanał inflacyjny, a ten w obecnym cyklu jest silniejszy niż wynikałoby z samych cen ropy. Gaz wyznacza cenę krańcową energii elektrycznej w wielu krajach UE, więc niższe zapasy i wyższe ceny LNG przekładają się na koszty energochłonnego przemysłu jeszcze zanim odczują to konsumenci na stacjach paliw. W warunkach ograniczonego pola fiskalnego banki centralne, w tym RPP i EBC, mają dziś mniejszą swobodę cięcia stóp niż przy poprzednich szokach podażowych, bo skumulowana presja cenowa nakłada się na już podwyższoną inflację bazową. EBC wszedł już w cykl podwyżek, podobnie czeski bank centralny. Osobnym, choć równie istotnym wątkiem jest to, że utrzymujące się wysokie ceny ropy są też dodatkowym źródłem dochodów dla Rosji, co ma bezpośrednie znaczenie dla finansowania wojny w Ukrainie.
PODSUMOWANIE
Kluczowa różnica względem marcowej fazy kryzysu nie leży w samej dynamice konfliktu, lecz w punkcie startowym: Europa wchodzi w drugą falę napięcia ze znacznie cieńszym buforem bezpieczeństwa gazowego niż rok czy dwa lata temu, a rynek ropy już raz zweryfikował, że kolejne rozejmy bywają krótkotrwałe. Jeśli obecna eskalacja się przedłuży, efekt będzie odczuwalny nie tylko w cenach paliw, ale przede wszystkim w kosztach energii elektrycznej i przemysłu w nadchodzącym sezonie grzewczym, co przełoży się bezpośrednio na ścieżkę inflacji w strefie euro i może wymusić na EBC dalsze podwyżki stóp, a w Polsce odsunąć perspektywę ich obniżek aż do jesieni 2027 r. Nie można też zapominać, że kolejna faza kryzysu najpewniej wymusi kolejne interwencje regulacyjne: kontrolę cen lub obniżki podatków, mające złagodzić jego skutki dla społeczeństw. W Polsce oznaczałoby to prawdopodobnie szybki powrót programu CPN.
